barlinek BARLINEK
Barlinek barlinek
Menu główne
Moje Miasto
Historia Barlinka
Barlinek z lotu ptaka
Barlinek nocą...
Barlinek wczoraj i dziś
Ciekawostki z Barlinka
Gdzie to jest?
730 lat Barlinka - film
Niezbędnik
Ważne telefony
Przegląd prasy
Puls Barlinka
Echo Barlinka
Zamówienia na telefon
Pizza na telefon
VIP Pizza
Pizzeria Verona
Pizzeria Wielkopolanka
Na Murze Bar&Grill
Komunikacja
Logowanie
Polecamy
"Wiedzieliśmy, że tata nie wróci..." - wspomnienia z 13 grudnia, cz. I Drukuj Email
Oceny: / 6
KiepskiBardzo dobry 
12.12.2012.

Image
Wiedzieliśmy, że tata nie wróci...
Wywiadem ze Stanisławem Smoleniem rozpoczęliśmy cykl artykułów związanych ze wspomnieniami związanymi z wybuchem stanu wojennego w Polsce. Inicjatorem zbierania tych wspomnień jest Muzeum Regionalne w Barlinku, do którego można się zgłaszać, aby pozostawić tam swoje wspomnienia z tymi wydarzeniami.

Image foto

Tym razem zapraszamy do przeczytania wywiadu z Danutą Małodobrą, żoną internowanego Adama Małodobrego.

Dzień, w którym ogłoszono stan wojenny w Polsce. Jak wspomina Pani tą pamiętną noc?
12 grudnia mąż wrócił z pracy z Gorzowa. Był przewodniczącym komisji zakładowej Solidarność węzła PKP Gorzów Wielkopolski. Był w domu ok. godziny 20 może 21. Już w drzwiach oznajmił mi, że rząd „coś” szykuje. Szykowali się do czegoś, ale nie wiadomo do czego. Razem ze współpracownikami chciał zostać w siedzibie Solidarności, ale podjęli decyzję, aby wszyscy wrócili do swoich domów. Położyliśmy się spać.

Image

Moja córka była chora, miała zapalenie płuc, więc położyłam się z nią. Ok. godziny 2 w nocy usłyszałam straszne stukanie do drzwi. Nie wiedziałam kto się dobija, bo nie mieliśmy okien z tamtej strony. Za chwilę przyszła sąsiadka z informacją, że to milicja. Obudziłam męża, który poszedł pod drzwi i zapytał „kto tam?”. Z drugiej strony drzwi krzyczał milicjant, który chciał żeby te drzwi otworzyć bo „przechowujemy kogoś w mieszkaniu”. Mąż kazał im wrócić o 6 rano. Wtedy wyważono nam drzwi. Do mieszkania weszło 3-4 milicjantów. Jeden, po cywilnemu, zaczął wymachiwać jakimś dokumentem (nie wiem jakim bo nigdy nam go nie pokazano) i oznajmij mojemu mężowi Adamowi, że jest aresztowany.

Mąż wyszedł lekko ubrany mówiąc „trzymajcie się, poinformujcie Gorzów o moim aresztowaniu”. Po 10 minutach milicja wróciła po mnie. Kazali się ubrać i iść razem z nimi. Zawieźli mnie na komisariat w Barlinku. Zostawili mnie na świetlicy. Po chwili przywieźli P. Kaczmarek i jeszcze jedną osobą, ale nie wiem kto to był. Minął jakiś czas i zaprowadzili mnie do Komendanta Milicji na przesłuchanie. Ze złości nawet nie wiem o co mnie pytał. Myślałam tylko o dzieciach, o synu i chorej córce. Zostały w domu same, bez drzwi, w mróz. Pamiętam, że poprosiłam, aby kogoś wysłali do mojego domu, ale usłyszałam „nie obchodzi mnie to”. Wtedy emocje dały górę. Zaczęłam krzyczeć. Żeby złagodzić moje nerwy zaproponowano mi herbatę i poinformowano, że ja pójdę do domu a mój mąż zostaje. W pewnym momencie z P. Kaczmarek usłyszałyśmy straszny ruch na ulicy. Wyjrzałyśmy.

REKLAMA

Zobaczyłyśmy „sukę” milicyjną, szpaler milicjantów z czego przy drzwiach dwóch z psami. Odganiali nas od tego okna ale my wracałyśmy żeby sprawdzić co się tam dzieje. Wtedy zobaczyłam nogi i buty mojego męża. Krzyknęłam „Adam”, on wyjrzał i zapytał co tu robię. Nie zdążyłam odpowiedzieć, bo drzwi samochodu się zamknęły i odjechali z moim mężem w środku. Po tym zdarzeniu przyszedł milicjant i kazał iść do domu. Zaproponowali nawet podwiezienie, ale z nerwów i złości odmówiłam. Szybko biegłam do domu, po drodze wstępując do PKP i z kolejowego telefonu zadzwoniłam do Gorzowa poinformować o aresztowaniu męża. Wróciłam do domu. Dzieci leżały w łóżkach, nie spały. Zapytałam jak tą noc przeżyły. Odpowiedziały „wiedzieliśmy, ze tata nie wróci, ale Ty wrócisz”. W niedzielę 13 grudnia przyszli znajomi i wstawili mi drzwi.

Aresztowanie i pobyt w więzieniu
13 grudnia już się niczego nie bałam. Chodziłam kilka razy na milicję pytać gdzie mój mąż. Nie udzielali mi żadnych odpowiedzi. I taka sytuacja się powtarzała aż do wigilii. Poszłam wtedy znowu z tym samym pytaniem. Był 23 grudnia. Na komisariacie siedział wojskowy, który powiedział mi, że Adam Małodobry siedzi chyba w Gorzowie – Wawrowie, ale nie jest pewny czy  to mój mąż. 24 grudnia poszłam na autobus (który nie wiadomo było czy pojedzie z powodu odwołanych połączeń) i pojechałam do Wawrowa. Tam – szok. Cała poczekalnia kobiet z dziećmi. Strażnik więzienny poinformował mnie, że nie ma widzeń, ale można podawać paczki. Ale ja przyjechałam bez paczki, chciałam się widzieć z mężem. Wróciłam więc do domu. Zaraz po świętach zrobiłam paczkę i pojechałam.

Image

Znowu czekanie w mrozie na autobus. Wtedy w Wawrowie dowiedziałam się, że są już widzenia. Na poczekalni obserwowałam kobiety, które wychodząc płakały i mówiły, że żaden z więźniów się nie goli. Był to ich protest przeciwko internowaniu. Ciekawa byłam jak wygląda mój mąż z brodą. Każdy z odwiedzających otrzymał „osobistą ochronę”. Po jednym milicjancie na głowę. Najśmieszniejsze wtedy było to, że podczas widzeń mężowie nie rozmawiali z żonami, ale między sobą, o swojej sytuacji. Wielu z nich się nie widziało. Pamiętam, że mąż mówił, że na wigilię do jedzenia dostali obsmażoną a w środku zamrożoną rybę. Warunki tam były straszne. Przepełnione cele. Ale pomimo tego humory ich nie opuszczały. Pisali wiersze, śpiewali piosenki. Może dlatego, że służba więzienna nie była „taka zła”. Na początku stycznia wspólnie z dziećmi ( córka 11 lat i syn 15 lat) zapakowaliśmy paczkę i wybraliśmy się do Gorzowa. Na autobus czekaliśmy kilka godzin. Zajechaliśmy do Wawrowa. Idziemy pod zakład a tam cicho i pusto.

W okienku poinformowano nas, że męża i pozostałych internowanych wywieźli do Głogowa. Wracamy więc z powrotem. Nie było autobusu. Pojechaliśmy „na stopa” z Wawrowa do Gorzowa a z Gorzowa do Barlinka autobusem. 13 stycznia w rocznicę naszego ślubu pojechałam z rodziną do Głogowa. Paczka, którą wiozłam nie mogła przekraczać 3 kg a więźniowie mogli ją otrzymywać tylko raz w miesiącu. Widzenie też mogło się odbyć tylko raz w miesiącu. Szykowaliśmy się wtedy jak na święta, smażyliśmy, gotowaliśmy. Wszystko to specjalnie do paczki. Wsiedliśmy do pociągu i pojechaliśmy do Głogowa. Kiedyś mnie zapytano dlaczego w taki mróz zabieram ze sobą dzieci. Odpowiedziałam, że one same mówiły, że chcą jechać do ojca bo nie wiedzą czy będą jeszcze miały okazję się z nim zobaczyć.

Wyjechaliśmy z Barlinka ok. godziny 22 a w Głogowie byliśmy o 6 rano. Tam na poczekalni wypiliśmy gorącą herbatę i poczekaliśmy do 8 rano. Jeździliśmy wspólnie z P. Mołodecką, która brała ze sobą swoja trójkę dzieci (najmłodsze miało 5 lat). Gdy tylko dowiedziałam się kto jest internowany nawiązałam kontakty z ich rodzinami. Umawialiśmy się wtedy na wspólne wyjazdy do Głogowa. Z poczekalni wyszliśmy na miasto, ale nie wiedzieliśmy gdzie iść dalej. Pytamy – nikt nie wie. W oddali zobaczyliśmy kościół. Poszliśmy tam. Może ksiądz wiedział. Z plebanii wyszedł młody, wysoki duchowny, który zaproponował nam, że nas tam zawiezie ponieważ więzienie jest daleko. Podjechał autem, ale nas było 7 osób. Nie kazał się przejmować tylko wsiadać. Pod bramą więzienia zobaczyłam druty kolczaste – typowy zakład karny. W poczekalni (nie ogrzewanej!) pełno kobiet i dzieci, nerwowa atmosfera.

Image

Zapisałyśmy się w kolejkę do odwiedzin. Zabrano nam paczkę, otwarto ją i wszystko nakłuwano szpikulcami. Na szczęście konserw nie otwierali. Jak było powyżej 3 kg kazali nadmiar zabierać. Zaprowadzono nas do dużej sali ze stołami. Najpierw sadzano rodziny później wprowadzano internowanych. Tutaj nie było już „obstawy” milicji. Chodzili tylko w koło i pilnowali żeby się nie witać i nie dotykać. Obserwowaliśmy się nawzajem – my i milicjanci. Dzięki temu udało się przemycić pod stołami wiersze i piosenki pisane przez internowanych. A mu podawaliśmy im małe butelki z wódką. U mojego męża raz tą wódkę znaleźli. Oddali jak wychodził z więzienia. Pamiętam jak pod stołem jedno z dzieci skoczyło do ojca, żeby się do niego przytulić. Milicja od razu rzuciła się do tego dziecka. Wrzask, krzyk, odrywanie dziecka od ojca. To było naprawdę przerażające.

Po wizycie najpierw odprowadzono internowanych a później nas. Pisaliśmy do siebie listy. Był jednak problem, ponieważ moje listy do męża nie docierały. Listy, które Adam pisał do domu docierały po miesiącu. Oczywiście ocenzurowane. W Głogowie były lepsze warunki niż w Wawrowie. Były otwarte cele i więźniowie mogli ze sobą rozmawiać.

Jakie były Wasze obawy wynikające z powodu internowania?
Największą obawą w mojej rodzinie było to, że na każdym kroku byliśmy zmuszani do wyjazdu za granicę. Kiedy mój mąż siedział w więzieniu nachodzono nas. Męża i innych internowanych namawiano do wyjazdu z biletem w jedną stronę. Obiecywali, że wtedy go wypuszczą ale wspólnie musimy opuścić Polskę. Wiele ludzi uległo i wyjechało. Wrócili do kraju po ’89, ale o nich nie będziemy mówić.

W grudniu ’81 otrzymaliśmy przydział mieszkania w Gorzowie. Mąż zrezygnował z niego na rzecz rodziny, która bardziej go potrzebowała. Obiecali nam mieszkanie w styczniu ’82, ale ze względu na internowanie wiadomo, mieszkania w ogóle nie otrzymaliśmy, Adam po internowaniu został przydzielony do mniej płatnej pracy, w informacji kolejowej. Nie pracował tam długo. Straszyli nas, że nasze dzieci nie dostaną się do dobrych szkół, że nie będzie w tym kraju dla nich żadnej przyszłości. Problemy były na każdym kroku.

Za kilka dni zapraszamy na drugą część wywiadu, w której m.in. czołgi przejeżdżające przez Barlinek, wyjście z więzienia i przeszukania SB.

Wspomnienia z 13 grudnia spisała M.P.


Odsłon: 7887 | Drukuj

Bądź pierwszym który skomentuje

  • Tylko zarejestrowanii użytkownicy mogą dodawać komentarze. Proszę zaloguj się lub zarejestruj. Rejestracja jest jednoznaczna z akceptacją regulaminu.
  • Zauważyłeś błąd w serwisie, a może masz jakąś sugestię? Zgłoś go tutaj.
  • Za wszelkie uwagi będziemy bardzo wdzięczni.

Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.3
Polska adaptacja - JoomlaPL.com Team

 
Sondy
Czy gmina powinna po raz kolejny wesprzeć finansowo policję?
 
Reklama
Ogłoszenia
Telefon MaxCom MM822BB gwarancja! cena 100 zł
MATIZ 2000 ROK - sprzedam
Odkurzacz wodno-piorący
Seat Alhambra 1.9 tdi, 1999 rok
Automat do pieczenia chleba (2 chleby równocześnie)
Fotorelacje
Ostatnie komentarze
26.02.17:16
 ZLIKWIDUJĄ PODSTAWÓWKĘ?
(11 komentarzy)
26.02.15:32
 POLICJA ZNOWU W POTRZEB
(8 komentarzy)
25.02.17:55
 Kolorowy oddział
(2 komentarze)
22.02.23:07
 POZNAJ SWOJEGO DZIELNIC
(3 komentarze)
22.02.18:57
 ARTUR PARTYKA GOŚCIEM S
(10 komentarzy)
Polecamy
Redakcja serwisu barlinek24.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść nadesłanych artykułów, komentarzy do nich, jak również wpisów na forum.
Wszystkie zdjęcia chronione są prawami autorskimi. Obowiązuje całkowity zakaz kopiowania i upublicznienia ich bez wiedzy i zgody autora.
Niezależny Portal Internetowy S.C. - Rok założenia 2007
Wszelkie prawa zastrzeżone.